Katarzyna, Maciej, Ewelina. Wysypują się z szarej, zapadniętej kieszeni tramwaju. A wśród nich inni. Bezwolna, bierna masa. W pośpiechu zlizują z nadgarstków utracony czas. Więc powiedzmy Maciej. Powiedzmy Magdalena.
Więc ona.
Idealnie niedostosowana. Aspołeczna. Ze skłonnościami do subtelnej perwersji. Cynizmem zaciąga się równie dobrze jak marihuaną. W ustach ciemnych, brzemiennych dźwiga nieme idee, dzięki którym czuje się wolna. Nieprzyzwoita. Chudymi, sterczącymi łopatkami chłepcze ostatnie resztki życia, zaciągając się papierosem. Jej włosy przebujne koloru dojrzały kasztan, spłowiałe od odoru wspomnień, chronią szczelnie, zdeflorowany mózg. Co wieczór wędruje ciepłym szlakiem iluzji, w której bez wahania może się splamić. Lubieżna. Jej palce śmierdzą zakrzepłym atramentem i obdrapaną, czarną emalią. Dłonie uczone. Nieznośnie dziecięce.
Miłość nie przyjechała do niej nigdy. Nie rozgościła się nawet. Ponieważ w jej życiu miłość się nie zdarzyła, umrzeć z miłości nie mogła. Był w jej życiu incydent . Wyostrzył rysy, spojrzenie uczynił głębszym. Od tamtej pory zapładnia swój umysł jedynie nasieniem brudnej poezji. Nie potrafi odmówić sobie tej szatańskiej rozkoszy.
Histeryczka. Mówi z tym impetem kobiet nerwowych. Z paznokciami wczepionymi w nadgarstki izoluje się od świata, zaciskając coraz częściej półksiężyce źrenic w pokornej zazdrości. Gdy jest tak źle, że dotyk wyuczonego na pamięć w kieszeni podłużnego kształtu nie wystarcza, zapala papierosa. A potem pali.
Obnosi swą niedorosłą nagość z klasyczną skoliozą po zakurzonych kątach. Z kolanami pod brodą, pokornie defekuje intensywne lekcje emocji. Niezbyt lubi słońce. W jej życie nie wejdzie nigdy żałość w przybłoconych gumofilcach i nie złoży kondolencji. Emancypantka zbytku. Przemierza życie w podartych rajstopach. Nie wie nic, o otaczającym ją gównie.
Więc ona.
Idealnie niedostosowana. Aspołeczna. Ze skłonnościami do subtelnej perwersji. Cynizmem zaciąga się równie dobrze jak marihuaną. W ustach ciemnych, brzemiennych dźwiga nieme idee, dzięki którym czuje się wolna. Nieprzyzwoita. Chudymi, sterczącymi łopatkami chłepcze ostatnie resztki życia, zaciągając się papierosem. Jej włosy przebujne koloru dojrzały kasztan, spłowiałe od odoru wspomnień, chronią szczelnie, zdeflorowany mózg. Co wieczór wędruje ciepłym szlakiem iluzji, w której bez wahania może się splamić. Lubieżna. Jej palce śmierdzą zakrzepłym atramentem i obdrapaną, czarną emalią. Dłonie uczone. Nieznośnie dziecięce.
Miłość nie przyjechała do niej nigdy. Nie rozgościła się nawet. Ponieważ w jej życiu miłość się nie zdarzyła, umrzeć z miłości nie mogła. Był w jej życiu incydent . Wyostrzył rysy, spojrzenie uczynił głębszym. Od tamtej pory zapładnia swój umysł jedynie nasieniem brudnej poezji. Nie potrafi odmówić sobie tej szatańskiej rozkoszy.
Histeryczka. Mówi z tym impetem kobiet nerwowych. Z paznokciami wczepionymi w nadgarstki izoluje się od świata, zaciskając coraz częściej półksiężyce źrenic w pokornej zazdrości. Gdy jest tak źle, że dotyk wyuczonego na pamięć w kieszeni podłużnego kształtu nie wystarcza, zapala papierosa. A potem pali.
Obnosi swą niedorosłą nagość z klasyczną skoliozą po zakurzonych kątach. Z kolanami pod brodą, pokornie defekuje intensywne lekcje emocji. Niezbyt lubi słońce. W jej życie nie wejdzie nigdy żałość w przybłoconych gumofilcach i nie złoży kondolencji. Emancypantka zbytku. Przemierza życie w podartych rajstopach. Nie wie nic, o otaczającym ją gównie.
Więc Magdalena. Więc ja…
fot. Paweł Bielecki
[melancholizuję się przy nowej płycie Hey, toteż naszło mnie na taki tekst…
stworzyłam go w czasach, gdy uczęszczałam na zajęcia do Olgi Tokarczuk i studiowałam polonistykę
teraz jakby pod górkę mi z pisaniem i studiuję kierunek, gdzie teksty się produkuje, a nie tworzy
[dziennikarstwo], ale zawsze jak czytam coś słabego, a ostatnio przytrafia mi się to zbyt często, składam obietnicę swojemu nadętemu ego- że sama napiszę książkę. i będzie dobra.
a jesieni i zimy nie znoszę, bo w tychże porach roku mam tendencję do ubierania się jak wsiur.
niestety przedkładam ciepło nad jakikolwiek styl, i nie chodzę w butach z zary, tylko z ccc.
jestem taka NIE-TRENDY
dzięki ci panie


